Natalia K.

Pierwsze zdanie z reguły służy wprowadzeniu Czytelnika do całości tekstu. Tak przynajmniej uczyli mnie w szkole. A że przeważnie robię wszystko na przekór, więc zacznę od końca.

Danusiu, Jurku, Susan… gdybyście teraz mogli widzieć moje załzawione, pełne wdzięczności oczy i ściśnięte gardło, które tak mocno chciałoby powiedzieć: „Dziękuję, dziękuję za to, że życie skrzyżowało nasze ścieżki tak mocno i że mogliśmy się spotkać. Kocham Was całym moim małym, masażowym sercem.” [a teraz chwila dla Autorki na otarcie łez!]

Nie umiem inaczej wyrazić tego, co dały mi nasze spotkania i masaż Lomi Lomi Nui. Jest tego tyle, że musiałbym poświęcić na to pół dobrej książki, bo nie mam wątpliwości, że byłaby to świetna książka 😉 A dlaczego? A dlatego, że i Wy i Masaż daliście mi to, co najważniejsze w życiu: MIŁOŚĆ. Miłość do siebie, choć nie jest ona łatwa i miłość do innych. Nie wiem, czy kiedykolwiek się Wam za to odwdzięczę. Na spotkanie z Susan jechałam pełna sceptycyzmu, który przez pierwsze dwa dni mnie nie opuszczał i w pewnym momencie (już sama nie wiem, w którym!) odfrunął bardzo daleko z Nieznanic. Powtórzę swoje słowa z ostatniego dnia kursu, a właściwie zacytuję to, co napisałam na swoim blogu: „ moje poszukiwania, mojego osobistego Pana Miyagi, Mistrza z ukochanego filmu <> wreszcie po 30 latach mogę uznać za zakończone, bo przede mną stanął prawdziwy Mistrz pełen doświadczenia, mądrości i pokory… i do tego w spódnicy!!!!” Ba, przede mną stanęło trzech Mistrzów: Susan, Danusia i Jurek. Nie jestem w stanie opisać Was słowami, bo piękna i miłości nie da się opisać. Ja Wam po prostu kiedyś znowu coś namaluję  I bardzo się cieszę, że pierwsze moje skromne dzieło – pomalowane pudełko – stoi dumnie u Was w domu. Malowałam je długo, potem stało u mnie ze 3 miesiące i czekało na moment, w którym wiedziałam, po prostu wiedziałam, że namalowałam je dla Was.

Cóż jeszcze mogłabym dodać już tak mniej emocjonalnie… Wasze kursy to nie tylko masaż, to przede wszystkim miłość, życzliwość i taniec. Przychodząc do Was po kursach ze zwykłego masażu, człowiek dostaje obuchem w łeb, bo nagle o filozofii życia i tańcu jest więcej, niż o staniu przy stole. Czy to ma sens? Oczywiście, że ma. Dopiero po roku go odkryłam i jestem dozgonnie wdzięczna za te godziny spędzone na rozmowach, tańczeniu i masowaniu samych siebie. Dzięki Lomi Lomi Nui w moim życiu zaczęła się podróż w bardzo dalekie i nieznane mi rejony świata. Nie znam ich, ale z ufnością przyjmuje je do swojego serca 

Mahalo Danusiu, Jurku, Susan!

I love you

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.